Dobra, teraz daję sobie ostatnią szansę. Jeśli po tym wpisie w ciągu kolejnego miesiąca nie zostawię tu śladu, wówczas kończę moją ledwo zaczętą przygodę z blogowaniem :) Bo teraz to już nawet zostanie Mamą nie będzie dobrym wytłumaczeniem.
A jeśli chodzi o czynności twórcze to powoli i u nas zaczęły się przygotowania do Świąt. W tym roku niestety nie będzie to tak, jakbym sobie życzyła, bo remont trwa w najlepsze i nie wiem czy do Wielkanocy się skończy. Ale choinka będzie na pewno, bo przecież to pierwsze Boże Narodzenie Franka, więc drzewka nie może zabraknąć. Nawet mamy w planach kupno żywej choinki, bo jednak ten zapach... ach, nawet najpiękniejsze sztuczne drzewko nie zastąpi tego rozkosznego zapachu.
A jeśli chodzi o remont, to prawdę mówiąc dzięki temu zrozumiałam jedną rzecz - od tego roku moje przygotowania nie będą polegać głównie na sprzątaniu domu na błysk. Nie będzie mycia okien na siłę, porządkowania w szafkach i odsuwania wszystkich mebli, żeby i tam odkurzyć. Owszem, nie zaprzeczam, że posprzątać trzeba ale czy tak cudowne chwile przeżyjemy inaczej gdy okna będą błyszczeć i nigdzie nie znajdziemy ani jednego pyłku? Czy nie na tym polega adwent, żeby przygotować swoje serce?
Teraz o rzeczach manualnych. W ubiegłym roku zrobiłam scrapbookowe kartki. Niestety, tak to bywa z moim zapałem, że nie zdążyłam ich wysłać. 12 miesięcy przeleżały na stryszku i nabierały mocy. Kilka dni temu nadszedł dzień, kiedy trzeba było pomyśleć o ich wysłaniu, gdyż jedna przyjaciółka mieszka w Anglii, więc potrzebna jest większa ilość dni, aby przesyłka doszła przed Bożym Narodzeniem.
Ale stwierdziłam, że skoro kartki przygotowane były na poprzednie Święta, na tegoroczne trzeba przygotować też coś świeżego.Tak więc upiekłam ciasteczkowe reniferki. Inspiracją był ten przepis, gdzie Rudolfy są ciastkami kruchymi, które, jak wiadomo, lepiej żeby zbyt długo nie czekały na schrupanie. Zastąpiłam je więc piernikami. Może najlepiej nie wyglądają ale i tak jestem z nich dumna.
To by było na tyle jeśli chodzi o początek przygotowań. A że śniegu u nas co niemiara i na szczęście dziś przestał już padać (na szczęście, bo mąż połamał odśnieżarkę ;)) chyba trzeba się w końcu wybrać na spacer. Mam tylko nadzieję, że przejedziemy wózkiem po naszych ścieżkach, bo sanki podobno Mikołaj ma zostawić pod choinką :)
Przyjaciółka :*
OdpowiedzUsuńImru