Tak to ona, nie da się tego faktu dłużej ukrywać. Lato przemknęło mi niczym powietrze między palcami. Nic nie pokazywałam na blogu, bo i nie było się czym chwalić. Ogródek w tym roku mimo mych szczerych chęci, mojej opieki i zaangażowania nie odwdzięczył mi się. Wszystko jakieś mizerne. Z kwiatkami podobnie. Prace ręczne jak zwykle niedokończone albo wcale nie zaczęte. Ale powoli wracam do gry. Jeszcze tylko kilka dni pomocy w firmie i ruszam w podróż po kłębkach pomysłów w mej głowie.
Ale aktualnie łapiemy te ładniejsze chwile jesieni - do słoików i zamrażarki wsadzam wszystko, co tylko mam a rodzinnie czas spędzamy na podziwach schyłkowo letniej przyrody.
Na dowód jesieni kilka migawek z ostatniego spaceru po okolicy.
Do domu też przemyciłam kilka wczesnojesiennych akcentów. I nawet kolorowo się zrobiło, a raczej wrzosowo.
Teraz lecę szykować się na jutrzejszy dzień - mój synuś robi pierwszy krok w dorosłość i idzie do żłobka...










