Mój mąż sukcesywnie realizuje moją niepisaną listę "chciałabym..." Aż chyba muszę pomyśleć o nowych "chcieciach", bo coś coraz mniej się ich robi - w zeszły weekend spełnił w zasadzie nasze wspólne marzenie o popłynięciu promem do Szwecji. Z okazji Walentynek Unity Line organizował rejs i, mimo iż z tym dniem się jakoś nie identyfikujemy specjalnie, popłynęliśmy. Przeżycia nieziemskie z różnych powodów, bo a to dawno nigdzie nie byliśmy, a to pierwsza taka wyprawa Franka, a to pierwsza nasza podróż promem (nie liczę naszych miejskich Bielików i Karsiborów :)) i dużo można by tak wyliczać ale bez zastanowienia mogę powiedzieć, że najbardziej podobał mi się spacer po Ystad. Miasto dużo mniejsze od naszego Świnoujścia a na samym niewielkim deptaku było chyba z osiem sklepów (u nas są tylko dwa), w których mogłabym stracić ze trzy wypłaty, minimum trzy... No ale cóż - ja mieszkam w Polsce a tam jest Szwecja, więc klimaty wnętrzarskie różne, na moją niekorzyść. Podziwiałam sobie wystawy, wzdychałam do nich okropnie i z ciężkim sercem musiałam od nich odchodzić. Piotrek tylko chodził z aparatem i chwytał w kadr moje westchnienia.
Mąż pozwolił mi na zakup jednej latarenki ale w maju lecimy do Norwegii i już się ze mnie śmieje, że rodzice nie będą się mogli zabrać do domu jak mi będą wszystkie zakupy zwozić :) A ja już odkładam do szufladki oszczędności!!!
A skoro już tak fotograficznie dzisiaj to jeszcze kilka pstryków z tym, po czym według mnie od razu można poznać, że w Polsce na pewno się nie jest.
To tyle na dziś. Ostatnimi czasy jakoś tak bezproduktywnie u mnie. Dziś co prawda odpaliłam moją nową maszynę do szycia (czekała od września chyba), w zasadzie moją pierwszą, bo poprzednia była mamy, ale muszę dokupić jeszcze kilka rzeczy a przede wszystkim igły, bo się okazało, że nie takie i się krzywią...
A skoro już tak fotograficznie dzisiaj to jeszcze kilka pstryków z tym, po czym według mnie od razu można poznać, że w Polsce na pewno się nie jest.
To tyle na dziś. Ostatnimi czasy jakoś tak bezproduktywnie u mnie. Dziś co prawda odpaliłam moją nową maszynę do szycia (czekała od września chyba), w zasadzie moją pierwszą, bo poprzednia była mamy, ale muszę dokupić jeszcze kilka rzeczy a przede wszystkim igły, bo się okazało, że nie takie i się krzywią...



















