14 września 2014

Dziwnie tak...

Bardzo dziwnie. Na początku września miałam dwa dni urlopu. Niby wszystko fajnie ale inaczej niż zawsze. Franio poszedł do żłobka i nic a nic nie było już takie jak wcześniej. Śniadanie we dwoje to już nie to samo śniadanie, cisza to nie ta sama cisza, co popołudniowa drzemka a wolny czas to nie ten wolny czas, co spacer z Babcią.
Nie wiedziałam w co ręce włożyć, więc zrobiłam kolejne słoiczki z przetworami. 




Zawartość czeka na zimę. Ja natomiast doczekałam się chwili, kiedy poczułam to, co czuła moja Mama zostawiając mnie w przedszkolu... 


P.S. 
Do domowej przetwórni trafiły śliwki i brzoskwinie. Te drugie są jednak tak słodkie, że ich konsumpcja wymagała będzie dodatku czegoś kwaśnego. 
Nie można tak do końca wierzyć przepisom z lat 80. czy 90.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz