3 listopada 2013

Ostatecznie ostateczna próba reanimacji.

Mój blog umarł zanim się porządnie rozwinął. Dlatego jeśli teraz mi się nie uda, to już mi się nigdy nie uda i nie będę więcej próbować. Ale daję sobie tę ostatnią szansę, podbudowana opiniami przyjaciół.
Nie wiem jak to się dzieje ale w mojej głowie jest tyle pomysłów, że prawie kipią. Problem w tym, że czasu jest zdecydowanie za mało. Dziecię moje wymaga coraz więcej uwagi a w dodatku zdążyłam też wrócić do pracy. Wszystko to kumuluje się i brakuje już momentów, które mogłabym bardziej wykorzystać. Ale już sobie obiecałam, że koniec z narzekaniem!!! Trzeba wziąć się w garść, zakasać rękawy i ruszać przed siebie.

Dziś prezentacja wytworu wspólnego - cała rodzina miała w nim udział: rodzice dali inspirację, mąż pomógł rozkręcać i skręcać, synek pomagał towarzysko przy pracy a ja malowałam. Całość dała efekt, chyba dobry. Dla nas bynajmniej wspaniały. A i panowie od wywozu odpadów już wiedzą "jaki to numer tutaj". Oto i on, nasz nowy/stary rower. 


Tabliczka wymaga ponownej produkcji, gdyż zastosowaliśmy nie taki materiał i ponoć się rozklei no i lakier jakiś stary chyba był, bo się zacieki dziwne robią na deszczu. Ale to już poczeka na wiosnę, tak samo jak budka na skrzynkę na listy. Skrzynka nowa czeka od maja ;) musi nabrać mocy.

No, i po krzyku, nowy post gotowy i jestem już o jeden dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz